Święto Środka Jesieni (中秋节) Dni wolne: 10-12 września 2022 r. Święto Środka Jesieni przypada na piętnasty dzień ósmego miesiąca kalendarza lunarnego, w pełnię Księżyca. W 2022 roku będzie to 10 września. Chińczycy mają w związku z tym 3 dni wolne od pracy. W 4. kwartale 2020 r. W Turcji są 5 święta i dni wolne. 4 kwartał 2020 rozpoczyna się w czwartek, a kończy w czwartek. Obywatele Unii mający minimum 18 lat mogą wwieźć do Turcji: 200 sztuk papierosów. 5 litrów alkoholi. 1,5 kg kawy (niezależnie czy mielonej czy rozpuszczalnej) 0,5 kg herbaty. 5 nie przekraczających objętość 120 ml butelek perfum. 1 kg słodyczy. 1 kg czekolady. Kalendarz świąt, obchodów i dni wolnych od pracy w Indiach w 2023 roku. Destynacje. Menu; Afryka. Republika Południowej Afryki, Egipt, Maroko Dni wolne i Wczoraj w Warszawie odbyła się pikieta w obronie uwięzionych przez reżim Erdogana polityków lewicowej i prokurdyjskiej partii HDP. Demonstrację zorganizowała partia Razem. „Nie zgadzamy się na dławienie demokratycznej opozycji w Turcji!” – dziś pod Biurem Radcy ds. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Planując wakacje z dużym wyprzedzeniem, można nie tylko bez obaw zarezerwować nocleg w wymarzonym miejscu, ale też zaoszczędzić dni urlopowe korzystając z tzw. długich weekendów, czyli dni ustawowo wolnych od pracy przypadających na poniedziałek lub dni wolnych w 2022 stycznia — Nowy Rok (sobota)6 stycznia — Święto Trzech Króli (czwartek)17 kwietnia — Wielkanoc (niedziela)18 kwietnia — Poniedziałek Wielkanocny (poniedziałek)1 maja — Święto Pracy (niedziela)3 maja — Święto Konstytucji 3 Maja (wtorek)5 czerwca — Zielone Świątki (niedziela)16 czerwca — Boże Ciało (czwartek)15 sierpnia — Święto Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (poniedziałek)1 listopada — Wszystkich Świętych (wtorek)11 listopada — Święto Niepodległości (piątek)25 grudnia — Boże Narodzenie — pierwszy dzień (niedziela)26 grudnia — Boże Narodzenie — drugi dzień (poniedziałek)Jeden dzień ekstraPonieważ Boże Narodzenie wypada w tym roku w sobotę, to pracujący Polacy mogą odebrać jeden dodatkowy dzień wolny. Takich okazji w 2022 r. będzie kilka, a pierwsza już 3 lub 7 stycznia. Długie weekendy w 2022 r. – jak mądrze zaplanować urlop?W przyszłym roku nawet bez wykorzystywania cennych dni urlopowych czekają nas cztery długie weekendy: 16-18 kwietnia (wielkanoc), 13-15 sierpnia (Święto Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny), 11-13 listopada (Święto Niepodległości) oraz 24-26 grudnia (Boże Narodzenie).ZOBACZ TAKŻE: Brak pomysłu na długi weekend? 10 miejsc, gdzie nie ma tłumówDodatkowy jeden dzień wolny od pracy pozwoli cieszyć się czterodniowym urlopem w dniach: 6-9 stycznia (Święto Trzech Króli), 30 kwietnia-3 maja (Święto Pracy i Święto Konstytucji 3 Maja), 16-19 czerwca (Boże Ciało), 29 października-1 listopada (Święto Wszystkich Świętych), 23-26 grudnia (Boże Narodzenie). Wakacje mogą być jeszcze dłuższe nie za sprawą kolejnych dni urlopowych, ale dni ustawowo wolnych od pracy. Dziewięć dni bez pracy przy wykorzystaniu zaledwie czterech dni urlopowych jest możliwe, wystarczy zaplanować wolne od poniedziałku 3 stycznia do środy 5 stycznia oraz w piątek 7 stycznia. Urlop w terminie 19-22 kwietnia wydłużą wielkanocny długi weekend aż do dziewięciu dni. Tyle dni bez pracy jest możliwe także na przełomie października i listopada, korzystając z dni urlopowych w poniedziałek 31 października, a także od środy do piątku, czyli w dniach 2-4 listopada. Data utworzenia: 3 stycznia 2022, 12:11Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. 20 mar 2025 Równonoc marcowa31 mar 2025 Wigilia Ramadanu1 kwi 2025 Święto Ramadanu2 kwi 2025 Święto Ramadanu 23 kwi 2025 Święto Ramadanu 323 kwi 2025 Dzień Niepodległości i Dzień Dziecka1 maj 2025 Dzień Pracy i Solidarności19 maj 2025 Upamiętnienie Atatürka, Dnia Młodzieży i Sportu6 cze 2025 Wigilia święta ofiarowania8 cze 2025 Święto Ofiary 29 cze 2025 Święto Ofiar 310 cze 2025 Święto Ofiarowania 421 cze 2025 Przesilenie czerwcowe15 lip 2025 Dzień Demokracji i Jedności Narodowej30 sie 2025 Dzień Zwycięstwa22 wrz 2025 Równonoc wrześniowa28 paź 2025 Wigilia Republiki29 paź 2025 Dzień Republiki10 lis 2025 Dzień Pamięci Atatürka21 gru 2025 Przesilenie grudniowe A gdyby tak poszukać w Turcji polskich świątecznych zwyczajów? – pomyślałam w którymś momencie grudniowego zamieszania. Poszukać wigilijnej kolacji, dwunastu potraw, opłatka, Mikołaja przynoszącego dzieciom prezenty, a nawet… czegoś na podobieństwo Pasterki? Tak, dobrze czytacie: poszukać w Turcji – kraju zamieszkanym przez muzułmanów – polskich tradycji bożonarodzeniowych. Czy to możliwe? Jak wyglądają Święta w Turcji? Jak zapewne wiecie, co roku jadę na Święta Bożego Narodzenia do Polski. Święta to dla mnie przede wszystkim kultywowane od dziecka zwyczaje, spotkania z bliskimi, długie rozmowy i… pyszne, wspólnie przygotowywane, a potem konsumowane potrawy. No i te okoliczności przyrody: ciągłe zakłady, czy spadnie śnieg, czy nie (u nas w Wielkopolsce zazwyczaj nie :)). Raz byłam na Święta w Australii i było to niezapomniane przeżycie, w tych upałach, na wyspie Kangurów ;) Ani razu jak dotąd nie spędzałam świąt w Turcji. Mam bowiem to szczęście, że jako Polka mieszkająca w Turcji w tym okresie nie pracuję. Obok wielu minusów to jest ewidentny plus pracy sezonowej. Mogę spędzić w Polsce nawet kilka tygodni i nie spieszyć się z powrotem! Za to wielu moich polskich czy europejskich znajomych wcale nie ma tak dobrze. Bywa, że spędzają Święta w pracy, a po powrocie do domu mimo zmęczenia organizują świąteczną kolację dla swoich bliskich. Jak wyglądają Święta w Turcji? Polacy często pytają mnie o to jak wyglądają świąteczne realia w Turcji. Często nie zdają sobie sprawy z tego, że Boże Narodzenie to coś kompletnie abstrakcyjnego dla Turków! Turcy nie wiedzą z czym się wiąże, co świętujemy, co jemy. Ba, Turcy nagminnie mylą Boże Narodzenie z obchodami Nowego Roku. Sami bowiem częściowo przyswoili sobie zwyczaje w tej „amerykańskiej” lekko kiczowatej formie: choinkę można nabyć w supermarketach (nazywa się yılbaşı ağacı czyli noworoczne drzewko), świąteczne piosenki pojawiają się w radiu, miasta pięknie przystraja się lampkami, a prezenty wręcza się na Nowy Rok. O tureckich wyobrażeniach pisałam zresztą już w roku 2009 (tutaj) i w 2011 (tutaj). Do udziału w dzisiejszym wpisie zaprosiłam mieszkających w różnych regionach Turcji Polaków. Przeczytajcie, jak spędzają oni święta w tureckich realiach. Jak i w Polsce bywa, tak i wśród Polaków w Turcji nietrudno o różnorodność. Święta w polonijnym gronie Od jakiegoś czasu w Turcji jedno po drugim powstają stowarzyszenia polonijne. Pierwsze było nasze – w Alanyi. Potem założono kolejne: w Antalyi, Izmirze, Stambule. Wszędzie tam odbywają się świąteczne spotkania, wspólne ubieranie choinki, śpiewanie kolęd, a Święty Mikołaj rozdaje dzieciom prezenty (często sponsorowane przez Konsulaty RP). Do Alanyi przyjechał w tym roku polski ksiądz na stałe urzędujący w Izmirze, odbyła się więc msza w kaplicy prowadzonej na co dzień przez Niemców. Ważnym elementem wchodzenia w świąteczny klimat jest organizowany od dekady w alanijskim porcie charytatywny Kiermasz Świąteczny. Pokazywałam go na filmie na moim kanale Youtube (obejrzyj). Polskie stoisko pełne pierogów i serników jest już swoistą tradycją i cieszy się powodzeniem wśród Turków :) Bywa, że polonijne dzieciaki pod kierunkiem opiekunów wystawiają jasełka (w Alanyi dwa lata temu odbyły się nasze jasełka, które zgromadziły dość liczną publiczność i wycisnęły łzy z oczu Turków; nie szkodzi, że mało rozumieli). Jeden z dorocznych Kiermaszy Świątecznych w Alanyi Jasełka w Alanyi, 2014 rok (Źródło) Święta w Turcji oficjalnie W Turcji znajdują się dwa polskie konsulaty: w Ankarze i Stambule. Obie placówki, niezależnie od siebie, organizują rozmaite oficjalne wydarzenia z okazji świąt. Tym bardziej, że w obu tych miastach mieszka sporo Polaków. Zazwyczaj konsulaty zapraszają członków Polonii na przedświąteczny poczęstunek, niekiedy organizowane są koncerty z udziałem polskich muzyków, a dzieci otrzymują prezenty od Świętego Mikołaja. Od Konsulatu Generalnego w Stambule otrzymałam przed świętami informację, że w grudniu organizowane były świąteczne imprezy począwszy od koncertu Bożonarodzeniowego w kościele św. Antoniego, na którym wystąpili artyści z Polski. Odbyły się także spotkania mikołajkowe organizowane wspólnie z Duszpasterstwem Polonii w Stambule: śpiewano kolędy, przygotowano jasełka. Dzieci miały okazję spotkać się z Mikołajem, który obdarował je prezentami. Duchowy wymiar Bożego Narodzenia w Turcji Wspominałam wyżej o urzędującym w Izmirze księdzu. Zapytałam go jak wyglądają Święta w takim miejscu – w Turcji, gdzie na brak chrześcijańskiej wspólnoty nie można narzekać – co pewnie zaskoczy wielu z Was. Byłam ciekawa czy coś odbywa się także w słynnym Domku Matki Boskiej w Selcuk, nieopodal Efezu (Meryemana). Ksiądz Darek – ksiądz z diecezji bydgoskiej, od roku w Izmirze; od września proboszcz parafii św. Heleny na Karşıyace (Izmir): „W okresie Adwentu nie ma u nas niestety Rorat. Istnieje zwyczaj wieńca adwentowego i zapalania w kolejne niedziele poszczególnych świec. Jest czas na spowiedź adwentową, w Izmirze najczęściej w trzech wybranych kościołach można się wyspowiadać w 7 językach. W kościołach odbywają się wieczorne Msze – Pasterki, niestety nie o północy. W Izmirze najpóźniej, bo o 22:30 rozpoczyna się Pasterka po polsku na Karşıyace. W dzień Bożego Narodzenia jest jedna wspólna Msza dla wszystkich, odprawiana przez Arcybiskupa w Katedrze o 11:00. W Meryemana w Wigilię wieczorem odbywa się Pasterka, a w Boże Narodzenie Msza. Ilość naszej Polonii w Izmirze obecnie spadła. Choć regularnie co niedzielę przychodzi grupka Polaków na niedzielną Mszę świętą po polsku; głównie żołnierze NATO z rodzinami. Co dwa tygodnie jest Msza w sobotę dla Polonii mieszkającej tutaj na stałe i tam też regularnie przychodzi grupa naszych rodaków.” Tradycyjne polskie święta w tureckich domach Polki żyjące w Turcji mimo braku za oknem świątecznej atmosfery stają na wysokości zadania. Wiele osób z którymi rozmawiałam od lat przygotowuje wspaniałe kolacje, na które zaprasza swoich polskich i tureckich bliskich. Magda, od 4 lat mieszka w miejscowości Fethiye, autorka bloga Made by Soyal (instagram) „Tradycyjnie od czterech lat spędzam święta wraz z mężem i mamą, która mieszka tutaj z nami. Nawet w Turcji staram się je spędzać tradycyjnie. Ubieramy choinkę, dekorujemy dom. Dzięki mamie, która jest „magikiem” w kuchni i kilku życzliwym osobom, które przesłały potrzebne składniki z Polski udało nam się odtworzyć większość potraw. Mój mąż co prawda nie obchodzi świąt, ale pierożkami z kapustą i grzybami nie gardzi. W pierwszy i drugi dzień Świąt obowiązkowo odbywamy spacer, żeby spalić kalorie. Mieszkając za granicą nie odczuwam dużej różnicy, gdyż ducha Świąt mamy wszyscy w sercu.” Karolina z Ankary – mama 7-letniej Eli i półrocznej Ady, w Turcji od 10 lat, autorka tureckiego bloga wnętrzarsko-parentingowego Iskandinav Evim, i jego polskiej wersji Pudrowe Okruszki „Uwielbiam klimat Świąt i całą ich otoczkę. Przez kilka lat spędzałam Wigilię u polskich przyjaciół w Ankarze, jednak od zeszłego roku przygotowuję ją sama w naszym domu. Choinka stoi już od początku grudnia. Cieszy mnie fakt, że w Turcji są dostępne przepiękne ozdoby świąteczne. Mimo to część naszych ozdób na choinkę wykonywałyśmy własnoręcznie przez lata, wraz z moją córką Elą. Są wśród nich pomalowane pierniki z masy solnej, które wyglądają i pachną całkiem jak prawdziwe. Wstępem do świętowania jest dla mnie coroczne spotkanie w ambasadzie ze śpiewaniem kolęd i Mikołajem dla dzieci. Potem pieczemy w domu pierniczki, tym razem te jadalne :) W mojej rodzinie babcia ze strony taty pochodząca z Kresów serwowała podczas Wigilii barszcz z uszkami, zaś babcia ze strony mamy zupę grzybową. Ja do dziś uwielbiam i tą i tą, dlatego na mojej ankarskiej Wigilii serwuję obie :) Mój mąż i córka jednomyślnie wolą barszcz. Pierwszy dzień Świąt zamierzam w tym roku spędzić na śniadaniu u polskiej koleżanki. Obawiałam się, że śnieg nam tym razem nie dopisze; ale 23 grudnia w nocy dosłownie nas zasypało! :)” Świąteczny wystrój mieszkania u Karoliny z Ankary. Źródło Świąteczny wystrój sypialni Karoliny Źródło Sylwia mieszka w Kayseri od prawie 12 lat, ma córkę Sidre – 9 lat i synka Bartu Tan – 6 lat. „Choinkę ubieramy na początku grudnia, bo jak w sklepach i szkole nie ma śladu świąt, to sami organizujemy sobie atmosferę :) Przez cały grudzień w naszej kuchni słychać też świąteczną muzykę. Co roku udaje się zapełnić miejsce przy „pustym talerzu” przy stole w naszym domu. Mamy dużo przyjaciół z innych krajów. Są znajomi, jak my, pary mieszane narodowościowo, nauczyciele w naszej szkole. Są też prezenty. Moje dzieci ciągle jeszcze wierzą w Świętego Mikołaja. Opowiadają dumnie, że Mikołaj urodził się na terenie dzisiejszej Turcji :) Co do potraw bywa różnie, ale zawsze jest barszcz czerwony. Czasem z pierożkami, czasem kupuję tortellini. Ponieważ pracuję nie mam niestety zbyt dużo czasu na gotowanie. Każdy kto do nas przychodzi też coś przynosi, więc stół jest zastawiony :) Mąż lubi rosół, barszcz i pierogi. Inni Turcy starają się być grzeczni i przynajmniej próbują :)” Pierniczki upieczone w tym roku przez Sidre i Bartu, dzieci Sylwii, w Kayseri. Monika z Alanyi, w Turcji mieszka od 12 lat. „Przed Świętami z kilkoma koleżankami planujemy gdzie i u kogo zorganizujemy kolację wigilijną. Planujemy prezenty dla dzieci, które piszą już wcześniej listy do Mikołaja. Niektóre z nas kiszą kapustę – dzielimy się obowiązkami! Na naszym stole w wieczór wigilijny są pierogi z kapustą i grzybami, ryba smażona (bo karpia brak), bywa w galarecie i po grecku, kapusta z grochem i grzybami, barszcz czerwony z mantı (bo uszka zastępujemy tutejszym wyrobem), kompot z suszu, sernik, makowiec, pierniczki. Pod obrusem obowiązkowo sianko! Zawsze też dodajemy potrawy z kuchni tureckiej dla naszych mężów (oczywiście bez mięsa). Bywa, że ktoś dowiezie śledzie – to dla nas rarytas, bo tu brak. Dzielimy się opłatkiem ze sobą i naszymi Turkami. Poświęcony opłatek w tym roku dostaliśmy od pana Konsula. Obowiązkowo jest też u nas Mikołaj – często jest nim jedna z nas, bo koniecznie musi być z Polski! Nasze dzieci już od maleńkości chłoną te tradycje. Ja osobiście bardzo bym chciała, żeby moje pociechy jak najwięcej zapamiętały z tego świątecznego nastroju.” Święta w międzykulturowym tyglu Turcja kojarzy się słusznie z muzułmanami i muzułmańską tradycją, są jednak rejony, w których mieszka dość dużo chrześcijan, także narodowości tureckiej. Kiedyś podróżując po wschodzie zwiedzałam monastyry chrześcijan asyryjskich, które zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Tak naprawdę to temat na odrębny wpis, ale na potrzebę dzisiejszego tekstu zajrzyjmy do Mersin, miasta na południowym wschodzie Turcji. Kasia mieszka w Mersin od 3 i pół roku „Mersin jest wielokulturowym miastem,w którym jest ok. 400 chrześcijan, napływowych , mieszkających tu od niedawna i tych, którzy maja tu swoje biznesy od lat. Są tu również Turcy – chrześcijanie. Często to są osoby, które mają obce korzenie (np. arabskie) ale tu się urodziły. Są też małżeństwa mieszane np. Turek-chrześcijanin i żona – zakryta muzułmanka. Jest kościół katolicki,w którym służą ksiądz z Indii, Włoch i od niedawna Rumunii. Jest też kościół prawosławny. Jego wierni często zapraszani są przez katolików na różne uroczystości, a na Boże Narodzenie obowiązkowo. W Wigilię o jest msza, a po mszy spotkanie wiernych w przykościelnej salce, gdzie zazwyczaj co niedziela wszyscy spotykają się na herbacie po mszy. W zeszłym roku był tort z okazji narodzin Jezusa, do tego można było poczęstować się ciastem i lampką wina :) Polacy, głównie Polki, szykują swoje Święta w domach, stroją choinki i przygotowują tradycyjne polskie potrawy na tyle na ile to możliwe ze względu na składniki. Zazwyczaj spotykają się u którejś w domu, choć w tym roku udało się spotkać w szerszym gronie w restauracji i w miłej atmosferze poświętować zanim część osób rozjechała się do Polski.” Pierwsze święta w Turcji Pierwsze święta poza Polską to zawsze duże emocje, tym większe, gdy postanowiło się samodzielnie zorganizować wigilijną kolację dla osób, które z naszymi tradycjami nie miały w ogóle doświadczenia. I tym bardziej, gdy na dalekim wschodzie Turcji, w Van, trudno znaleźć składniki naszych potraw! Magda, mieszka w Van z mężem nauczycielem. Rozmawiałam już z nią na blogu (tekst: Jedyna Polka w Van) , autorka kanału Kawa po turecku „Zaprosiłam do naszego domu kilkoro znajomych Turków, Turczynek i Kurda. Turcy myśleli, że kolacja odbędzie się w Sylwestra, i że będzie indyk :) Kiedy kupowałam w markecie buraki na barszcz, podszedł kasjer, informując mnie co to jest. Odpowiedziałam, że wiem. Wytłumaczył że mówi, bo ludzie pytają go czemu ta rzodkiew (turp) tak dziwnie wygląda. Był bardzo zaskoczony kiedy powiedziałam, że u nas w Polsce robimy z tego zupę. Mój mąż kiedy pierwszy raz zobaczył barszcz myślał że… to zupa z krwi :) Kolacja się udała. Przygotowałam barszcz, pierogi ruskie, rybę smażoną i w pomidorach, kalafior po grecku, kompot z suszu i piernik z powidłem. Barszcz nie smakował, za to pierogi, ryba i kompot tak. Piernik był dla nich za ciężki, zaskoczeni byli tym, że dodałam do niego przyprawy. Turczynki były z kolei zdziwione, że wszystko było gotowe na stole, kuchnia posprzątana a ja uszykowana. Same przyznały (i ja też mam takie doświadczenia), że u nich to niekoniecznie tak wygląda. W prezencie daliśmy wszystkim gościom zimowe skarpetki :) Jedno się nie udało w naszym zimnym Van – akurat na święta, kiedy trzeba, to nie ma śniegu. Jest 8 stopni.” Ania, mieszkała 1,5 roku w Stambule, autorka bloga Anna Loves Travels „Moje pierwsze święta w Turcji (2015) nie były takie całkiem niepolskie – niedługo przed nimi dostałam paczkę od mamy, w której było kilka dekoracji świątecznych, a i ja sama starałam się jakoś tę świąteczną atmosferę (i menu) odwzorować, mimo że nie jestem wierząca. Zrobiłam chleb razowy, pasztet z soczewicy i sałatkę warzywną, a do tego podałam barszcz z torebki i na deser kruche ciasteczka. Byłam bardzo z siebie dumna. Najlepiej jednak ze świąt z tamtego roku będę chyba pamiętała kolację świąteczną zorganizowaną przez koleżankę ze szkoły, w której pracowałam – pół-Niemkę, pół-Turczynkę. Nie dość, że jej dom był cudnie udekorowany, a rodzinna atmosfera w nim panująca była jak nigdzie indziej, to jeszcze sama gospodyni swoją gościnnością, uczynnością i otwartością sprawiła, że nigdy tej kolacji nie zapomnę. Przy stole siedziały osoby trzech wyznań, jak i agnostycy – w sumie osoby z siedmiu krajów. Dużo rozmawialiśmy – też o tym, jak obchodzimy różne święta w naszych krajach. Na stole zaś stały przekąski „europejskie” i tureckie, później lasagne i ciasto, a następnie domowej roboty popcorn – żeby i dzieci się cieszyły. Było przecudownie. Życzę wszystkim takich ludzi dookoła i takich przeżyć oraz wspomnień.” Wigilia po studencku Interesowało mnie również jak spędzają Święta studenci na popularnej w Turcji wymianie w ramach programu Erasmus. Na pewno część odwiedza swoje rodziny, ale co z tymi, którzy zostają na miejscu? Laura, mieszkała w Stambule 2 lata, spędzała Wigilię w Stambule podczas Erasmusa, autorka bloga Z Turcją za pan brat „Na moim Erasmusie nie było innych Polaków, ba, żadnych ludzi kultywujących Święta; wszyscy rozjechali się do domu. Zaprosiłam chłopaka z jego kolegami, wyszło nas 6 osób. Z potraw wybrałam trzy, które uwielbiam: śledzie, pierogi i barszcz czerwony. Zrobiłam tez sałatkę warzywną. Parę dni przed Świętami zabrałam się za śledzie. Gdy doszło do kupowania ryby myślałam, że się popłaczę. Turcy nie wiedzą co to śledź ani co to filet. Gdy jakoś się dogadaliśmy sprzedawca skasował mnie za całą rybę, wyciął filety i resztę dał kotom. Z pustym portfelem wróciłam, przygotowałam śledzie i powiedziałam sobie, że nigdy więcej. Śledzie były gotowe na Nowy Rok… Z kolei pierogi robiłam w dniu Świąt. Farsz poszedł gładko, ciasto rozwałkowywałam butelką do wina, krążki wycinałam szklanką. Nadziewanie wyszło okropnie. Myślałam, że dałam dużo farszu, a na talerzu się okazało, że więcej ciasta niż wnętrza. A wnętrze się liczy, nie tylko u człowieka ale w pierogach też :) Skończyłam je lepić i gotować o 11 wieczorem. Chłopaki czekali już ze 2 godziny… Co do samej Wigilii, to wytłumaczyłam czym jest Boże Narodzenie, ile powinno być potraw, dlaczego zostawiłam pusty talerz, czym jest dzielenie się opłatkiem i najważniejsze, ze w Święta chodzi o to by być razem. Święta w Turcji były na pewno niezapomniane. W końcu zrobiłam tak niewiele, a wykosztowałam się jak na 12 potraw :)” Wigilijna kolacja w restauracji Od niedawna w Turcji – zapewne w związku z napływem większej ilości obcokrajowców (także turystów) ale także z powolną zmianą świadomości Turków w temacie innych kultur, można się wybrać na świąteczną kolację. Właściciele restauracji czy hoteli chcą się przypodobać cudzoziemskim klientom i już miesiąc czy dwa przed świętami reklamują swoje specjalne menu. Ania, – mieszka w Alanyi od 10 lat, jest nauczycielem angielskiego na tutejszym uniwersytecie „W tym roku wybraliśmy się na świąteczną kolację w jednym z hoteli. Menu było w formie bufetu: między innymi indyk, wołowina, ryba i dania warzywne. Na początku wystąpił lokalny chór z kolędami. Później kolacja, a potem wspólne śpiewanie kolęd i wizyta Mikołaja z prezentami dla dzieci. My dodatkowo podzieliliśmy się opłatkiem. Na kolacji było bardzo międzynarodowo, około stu osób różnych narodowości łącznie z Brazylią, Portugalią, Meksykiem – większość to mieszkający w Alanyi obcokrajowcy, niektórzy z tureckimi partnerami. W czasie kolęd rozdano po kubku grzanego wina i deser. Było super.” Święta Bożego Narodzenia… nieco inaczej Jak i w Polsce bywa, niektórzy nie zawsze mają możliwość albo ochotę spędzać święta w tradycyjnej atmosferze. Jedni muszą iść tego dnia do pracy, bo wzięcie wolnego jest niemożliwe, inni wolą spędzić ten czas odkrywając nowe miejsca w Turcji, albo… szusując na nartach. Świetnym pomysłem, który przy okazji podrzucę, może być wycieczka do Demre – miasta, w którym podobno mieszkał i działał biskup Mikołaj – późniejszy święty! Wnętrze kościółka św. Mikołaja w Demre (Myra) Marzena, – mieszka w Stambule, wydawca i redaktor naczelna magazynu The Guide Istanbul „U mnie na koniec miesiąca zawsze jest deadline magazynu, więc siedzimy w pracy do północy. W grudniu zawsze próbuję deadline trochę przesunąć o kilka dni do tylu, bo pracujemy z obcokrajowcami i wielu chciałoby mieć przynajmniej jeden dzień wolnego. W tym roku jest łatwiej, bo Wigilia jest w weekend, a deadline mamy w piątek, wiec po weekendzie mam aż cale dwa dni wolne. Po doświadczeniach poprzednich lat nie latam do Polski z tej okazji, bo grudzień to sezon lodosu w Stambule. Wiatr kilka razy tak mi dal w kość przy planowaniu podróży, że postanowiłam dać sobie spokój z samolotami. Kończy się na tym, ze po wysłaniu magazynów do druku mamy małą imprezę w pracy, a jeśli udaje mi się mieć wolne, to z kilkorgiem znajomych obcokrajowców idziemy na jakiś elegancki obiad. Ostatnio jest moda na „Christmas Lunch” w stambulskich restauracjach i można trafić na coś bardzo pysznego. W zeszłym roku było po włosku, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i zamiast pierogów była burrata.” Agnieszka, od 11 lat w Turcji, mieszka w Stambule, nauczyciel akademicki „W tym roku jedziemy do Kapadocji na trekking. Mam przerwę świąteczną w pracy – wszyscy nauczyciele angielskiego są obcokrajowcami i dostaliśmy wolne. Nie chciałam zostać w Stambule ani jechać do Polski, nie jestem wierząca, ale prezenty będą – jako jedyny akcent.” Dagmara – od 2 lat mieszka z mężem i synkiem w Alanyi „Święta kilkakrotnie spędzałam na nartach. Pierwszy raz trafiłam do Erzurum na wschodzie. Przyjechałam na święta, ponieważ mój mąż pracował tam jako nauczyciel. Jako, że ja w tym czasie studiowałam, święta były jedynym czasem, kiedy mogliśmy się spotkać :) Mieszkaliśmy w miejscowości Ağri tuz obok góry Ararat. Od czasu jak mieszkam w Turcji, co święta gdzieś jeździmy. Byliśmy więc także na nartach w Sarıkamiş (niedaleko Kars), innym razem odwiedzaliśmy Rize nad Morzem Czarnym, rok temu z kolei już z naszym synkiem zwiedzaliśmy Kanion nieopodal Manavgat.” Narty na wschodzie Turcji w Sarıkamış, fot. Dagmara Narty w Sarıkamış, fot. Dagmara Mateusz i Gamze, polsko-turecka para od 4 lat, na stałe mieszkają w Poznaniu „Właściwie to będą nasze pierwsze Święta poza domem w Polsce. Zazwyczaj spędzaliśmy je w gronie mojej rodziny, wśród polskich potraw, słuchając polskich kolęd. W tym roku odwiedzamy w Turcji, w Mersin, rodzinę Gamze. Myślę, że tym razem nie będzie wcale inaczej, bo rodzina Gamze z tego co słyszałem, zdążyła już ubrać choinkę i przygotować prezenty na nasz przyjazd.” Przyznam, że poszukując bohaterów dzisiejszego tekstu odkryłam niespodziewanie jak piękne mogą być Święta na obczyźnie, nawet w Turcji, kraju o zupełnie odmiennej kulturze i tradycjach. Owszem, przygotowanie kolacji czy zaplanowanie świątecznego czasu wymaga trochę więcej wysiłku. Nie można zazwyczaj liczyć na wolne w pracy czy szkole, zapewnienie sobie składników potraw to dużo większa niż w Polsce logistyka, a nawet samo wytłumaczenie tureckiej rodzinie czy znajomym na czym polega idea naszych Świąt to nierzadko niezła szkoła cierpliwości i umiejętności językowych :) Osobnym utrudnieniem jest to, co zazwyczaj denerwuje nas w Polsce: ten świąteczny pośpiech, korki, zamieszanie, nerwowość i… wszechobecne reklamy. W Turcji nie ma o tym mowy i… trochę tego brak. Za oknem palmy, nie można liczyć na świąteczną aurę, życie toczy się normalnie i większość „zwyczajnych Turków” nawet nie wie, że w naszym domu dzieje się coś wyjątkowego. A jednak, jak pokazują dzisiejsi bohaterowie, wszystko jest możliwe, jeśli tylko ducha i atmosferę Świąt Bożego Narodzenia nosi się w sercu :) Mam nadzieję że ten tekst sprawił Wam tyle przyjemności, ile mi dało jego pisanie. Życzę Wam cudownych Świąt – niezależnie od tego czym są one dla Was, i jak postanowicie je spędzić! Home TurcjaObyczaje O pracy w niedzielę, piątku i hummusie w Turcji refleksji kilka Bardzo lubię jeździć w niedzielę rowerem do pracy. Tak, zdaję sobie sprawę że brzmi to raczej dziwnie. Jednak za tym zdaniem kryje się szerszy kontekst. To nie tak, że praca w niedzielę napawa mnie jakimś głębokim szczęściem, że na samą myśl już podskakuję z niecierpliwości :) Na pewno jednak uważam że niedziela do pracy jest lepsza niż środa. Środę podaję jako przykład nieprzypadkowo. Jako samodzielna rezydentka miałam wolne wtedy, kiedy nie było pracy. Podobnie jako szefowa rezydentów. Po prostu. Raz był to środek tygodnia, innym razem weekend. Nie było reguły. Za to zazdrościłam znajomym, którzy w środę – mój najcięższy dzień, który spędzałam głównie w autobusach na lotnisko i z powrotem – mieli wolne. Wynikało to z faktu, że wszystkie samoloty z Polski (w tamtych czasach) latały do Antalyi tylko w środy. Jedni turyści wylatywali, inni przylatywali i nikt nie myślał wtedy o wycieczkach i w ogóle niczym innym. Taki używając oldschoolowego języka wczasów FWP „dzień wymiany turnusów”. Moje koleżanki pracujące w sklepach ze skórami, złotem, animatorki w hotelach – wszyscy mieli wolne właśnie w środę. Kiedy przestałam być rezydentką i otworzyliśmy nasze biuro, największą satysfakcję (no dobra, może nie największą, ale jednak dużą) sprawił mi fakt, że już nie muszę jeździć na lotnisko, że opóźnione samoloty przestały mnie dotyczyć i że… w środę mam wolne. Było coś lekko szalonego w tym, że chodziłyśmy z kumpelami na plażę, odpoczywałyśmy, leniuchowałyśmy w środku tygodnia, kiedy wszyscy normalni ludzie pracowali. Taka nutka dekadencji, albo przypomnienie studenckich czasów :) Potem samoloty z Polski zaczęły latać nie tylko w środy ale także w inne dni. No i się namieszało :) Od zeszłego roku wolne mam w sobotę. To znaczy mam, jak akurat mogę mieć. Sama jestem sobie szefem a to oznacza, że nikt nie zwolni mnie z obowiązków ot tak po prostu. Muszę sama uciec, wytłumaczyć sobie, że powinnam odpocząć. I dlatego sobotę często … spędzam w pracy. Nie lubię tego dnia, wciąż wydaje mi się że powinnam być gdzieś indziej i robić coś innego. Turcy mają wolne w niedzielę. O tym warto wspomnieć, bo wiele osób pyta mnie o to jak Turcy podchodzą do piątku, religijnie przecież najważniejszego dnia w tygodniu. Czy piątek jest wolny czy niedziela? W Turcji niedziela jest dniem wolnym od pracy od czasów powstania tureckiej Republiki, czyli od lat 20-30 XX wieku. To wtedy stare osmańskie systemy zastąpiono europejskimi i piątek zrobił miejsce niedzieli. Po to aby zbliżyć się mentalnie do Europy, i żeby biznesy było łatwiej z Europą prowadzić. Poza tym Turcja to przecież kraj świecki, a nie islamski, o czym często się zapomina. Owszem, kto jest religijny, praktykujący, piątek traktuje w wyjątkowy sposób. Niektórzy np. w czwartek nie piją alkoholu po to by w piątek – dzień święty – mieć trzeźwą, czystą głowę. W czwartek wieczorem wiele osób chodzi do fryzjera, golibrody, aby następnego dnia wyglądać porządnie. Jednak pracuje się normalnie. Kto ma własny biznes a odczuwa potrzebę uczestniczenia w piątkowej modlitwie (cuma namazı), kiedy około słychać nawoływanie z meczetów (ezan) po prostu zamyka kram na tych 20 minut i idzie się pomodlić. Przy okazji pamiętam zasłyszaną gdzieś anegdotkę dotyczącą czasów osmańskich. Mówi się, że na czas piątkowego namazu właściciele kramów na bazarze mogli iść do meczetu bez obawy, że ktoś coś ukradnie, lub że stracą klienta. Po prostu szli zostawiając towar bez żadnego zabezpieczenia. Sąsiedzi z innych stanowisk często obsługiwali klientów nieobecnego kolegi w miarę możliwości. Czasem widać coś takiego i na dzisiejszych bazarach, ale oczywiście w mniejszym stopniu. Zawsze mnie to fascynuje. W Europie, Polsce, przyzwyczailiśmy się myśleć tylko o sobie i swoim interesie. Owszem, są godne wyjątki, ale jednak to tylko wyjątki. Weekendy to odpoczynek dla całej budżetówki w Turcji. Leżakują i dzieci i dorośli. Zamknięte są banki, urzędy, no i oczywiście szkoły. Apteki pracują w soboty, ale w niedziele mają swoje dyżury – co tydzień dyżur ma inna apteka, a wykaz czynnych miejsc jest dostępna zarówno w internecie jak i na drzwiach tych nieczynnych. Za to sektor prywatny pracuje ostro, oczywiście zależnie od branży. Handel nie odpoczywa. Czynne są supermarkety, drogerie, sklepy z ciuchami, małe sklepiki – i to długo, podobnie jak w dni powszednie. W Turcji nie ma pracy jak u nas w sobotę, do połowy dnia. Albo pracuje się na maksa, albo wcale ;) W Alanyi oprócz tego pracują biura takie jak my. Otwarte jest po prostu wszystko to, co związane z obsługą turystów. Często spotykam się z uwagami turystów, że na pewno my w niedzielę odpoczywamy więc nie będą nam przeszkadzać. Najlepszą odpowiedzią jest klasyczny tekst Króla Pomarańczy: – Odpoczywaliśmy kilka miesięcy w zimie. Teraz codziennie pracujemy. I weź tu z takim dyskutuj :) A zatem w niedzielę jadę do pracy. Niedziela będzie dla nas, cytując klasyka. Wiem, że będzie dużo spokojniej niż w tygodniu, więc odpocznie mi głowa. Wstaję trochę później, bez pośpiechu. Wsiadam na rower i jadę do pracy zazwyczaj zupełnie innymi uliczkami niż zwykle. Jadę jakimiś opłotkami, mijam przysłonięte w „tureckim stylu” balkony, wywieszone tureckie flagi. Jest jeszcze rześko, mimo że świeci słońce. Jeszcze upały przed nami. Przypominają mi się czasy kiedy byłam rezydentką bez prawa jazdy :) Zapytacie: jak to – rezydentka bez prawa jazdy?! Ale co to dla mnie. Dawałam radę, chociaż często opływałam potem po spacerach w 40-stopniowym upale. Za to rozkłady dolmuszy znałam na wylot. Często też jak miałam czas spacerowałam z hotelu do hotelu piechotą. Albo w wolnym dniu. Wciąż nie było mi dość. Z aparatem w ręce lubiłam fotografować te „boczne uliczki”. Dzisiaj jadąc do pracy myślałam o tych czasach i ówczesnym poczuciu, że jestem na swoim miejscu. Życie było dużo prostsze, zasłonięty w tureckim stylu balkon wciąż był dla mnie nowością, a nie czymś codziennym i oklepanym. Wszystko mnie fascynowało i intrygowało. Jeszcze nie mieszkałam w Turcji na całego, po prostu tu pracowałam, codziennie odkrywałam coś nowego. Lubiłam swoje wydeptane ścieżki. Przez lata ścieżki trochę się zmieniły, zrobiłam prawo jazdy ale odłożyłam je na bok na rzecz roweru :) Ale i właśnie przy okazji pracy w niedzielę staram się patrzeć na moją turecką codzienność trochę świeższym okiem niż zwykle. Zajeżdżam do ulubionej pani sprzedającej simity, tureckie obwarzanki. Mam dosłownie 2-3 ulubione miejsca z simitami w Alanyi, w innych z zasady nie kupuję. Nie wiem dlaczego. Pewnie, podkarmiona opinią i miejskimi plotkami wmówiłam sobie że tam gdzie kupuję są najlepsze. Kupuję jednego simita z oliwkową pastą, a drugiego sade (bez niczego). Chrupiące, pachnące. Pani sprzedająca uśmiecha się do mnie pakując je w papier i potem w nieekologiczną torebkę foliową. Chyba faktycznie są najlepsze. Tylko ja jedna otwieram biuro, na własne życzenie. Wstawiam wodę na herbatę, niedziela to szansa na odpoczynek od czarnej tureckiej herbaty. Ponieważ jestem sama w biurze nie chce mi się parzyć wielkiego dzbana çayu, zresztą po co. Wybieram mojego ulubionego grejfrutowego rooibosa (mam jeszcze z Polski), kupionego simita bez nadzienia kroję i smaruję domowym hummusem. I tu uwaga dotycząca hummusu. W Alanyi jak dotąd nie widziałam nigdzie w sprzedaży hummusu. Jest to dla mnie jeden z wielu paradoksów współczesnego świata. Hummus nie pochodzi co prawda z kuchni tureckiej, ale arabskiej, a ta przecież „zaraz za miedzą” w Syrii. Wiem, że z Alanyi to jakieś 700 kilometrów, ale jednak bliżej niż z Europy do krajów arabskich prawda? A przecież łatwiej znaleźć hummus na półkach sklepowych w Polsce czy Australii (!) niż w Turcji. Oczywiście pasta z ciecierzycy stała się popularna ostatnio właśnie w krajach europejskich czy anglosaskich wraz z modą na „kuchnie świata” a trend wegański rozkręcił to jeszcze na potęgę. A jednak wciąż nie mogę się nadziwić, że w zachodniej i centralnej Turcji, gdzie ciecierzyca konsumowana jest na kilogramy, hummusu w zwykłym sklepie nie dostaniesz. Ba, w knajpie też rzadko. No, wyjąwszy Stambuł i inne miejsca gdzie powstały w ostatnich latach syryjskie restauracje. No i wyjąwszy wschód, gdzie wpływy kultury arabskiej są mocniejsze. Jeśli hummus w Alanyi się kiedyś pojawi to myślę, że raczej poprzez wzorowanie się na europejskiej modzie. Turcy są świetni w naśladowaniu, muszą tylko uwierzyć, że nowy produkt, potrawa czy wynalazek „się sprzeda”. Czekam na to z niecierpliwością, a do tego czasu pozostaje mi kręcenie własnego hummusu z gotowanej tureckiej ciecierzycy :) Na marginesie anegdotka: Jedna z naszych turystek, pochodząca z USA leciwa pani opowiedziała mi kiedyś mrożącą krew w żyłach historię o hummusie. Poprosiwszy o niego w knajpce w Alanyi otrzymała w zamian… talerzyk frytek. Do dziś zastanawiam się jaki był tok myślowy kelnera, który do tej pomyłki doprowadził. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że Turek nawet jeśli cię nie zrozumie, to za nic w świecie się do tego nie przyzna… I tak wygląda moja niedziela. Po śniadaniu pierwsze co zrobiłam to ruszyłam do pisania tekstu na bloga. W międzyczasie zapisałam kilkoro turystów na wycieczki czyli zrobiłam swój siftah. Siftah to bardzo ważna rzecz dla każdego małego biznesmena (i małej biznesłumen takiej jak ja, ha, ha). Słowo pochodzi z języka arabskiego i oznacza „początek”. Pierwszy klient danego dnia jest istotny, bo wróży dobry obrót na resztę dnia. Dlatego czasem targując się rano ze sprzedawcą w Turcji można usłyszeć że dla nas zrobi rabat, bo jesteśmy jego pierwszymi klientami dzisiaj. Ważne, żeby to były fizyczne pieniądze wpływające do firmowej kasy (płatności online się nie liczą :)). Wtedy sprzedawca po przyjęciu banknotu zrobi gest rzucania go na ziemię i przydeptywania (tak jak u nas muzycy przydeptują partyturę „na szczęście”) albo przejeżdżają sobie banknotem po brodzie (tak jakby się golili). Można do tego powiedzieć: Siftah senden bereket Allah’tan – Początek od siebie, dobrobyt od Boga. I sprawa jasna! Myślę więc że u mnie reszta dnia upłynie w dobrym nastroju. W końcu notka na bloga napisana, pierwsze euro w szufladce, śniadanie zjedzone. Pora na kawusię. Skylar Jestem Poznanianką, z wykształcenia kulturoznawcą. Chciałam mieszkać na Riwierze Francuskiej, zamieszkałam na Riwierze Tureckiej - w Alanyi. Bałam się mikrofonu - zostałam pilotką wycieczek. A blog, który 15 lat temu miał być tylko pamiętnikiem, stał się największą polską stroną o Turcji. Mam dwóch polsko-tureckich synków, bloguję, instagramuję, prowadzę kanał Youtube. Obalam mity o Turcji i ułatwiam wakacje w tym kraju! Zapraszam do lektury i obserwowania! Mieszkając w danym kraju warto znać dni ustawowo wolne od pracy (święta państwowe), abyśmy akurat nie zaplanowali zakupów lub co gorsza załatwiania spraw urzędowych właśnie na te dni. W porównaniu z Polską takich dni w Turcji jest zdecydowanie mniej oraz zamknięcia dotyczą głównie instytucji publicznych a nie np. galerii handlowych: DATA NAZWA ŚWIĘTA 1 stycznia Nowy Rok 23 kwietnia Dzień Niepodległości i Dzień Dziec 1 maja Święto Pracy i Solidarności (Dzień Pracy) 19 maja Dzień Pamięci Ataturka; Święto Młodzieży i Sportu 15 lipca Dzień Demokracji i Jedności Narodowej 30 sierpnia Dzień Zwycięstwa 29 października Dzień Republiki Dodatkowo, tak jak w Polsce, dniami wolnymi od pracy są dwa święta religijne zmieniające swoje daty co roku – każdego roku przesuwają się ok 10 dni wcześniej, a są to: 3 dniowe święta na zakończenie Ramadanu 4 dniowe święta ofiarowania Z okazji tych świąt często są tzw. „długie weekendy” i przerwa w pracy urzędów i instytucji Państwowych trwa cały tydzień.

dni wolne w turcji